Upadły-Rozdział 8

     Przeszłość, jak irytujący owad, nie dawała mu spokoju. Wspomnienia pięknej Ether i spędzonych z nią chwil nieznośnie odbijały się w sferze wyobraźni, a późniejsze wydarzenia, zdrada i porażka wpędzały go w niebezpieczny gniew.
— Mistrzu, wszystko w porządku? — Głos Hipokratesa wypełniana troska.
— Dawna przeszłość mnie denerwuje, minęło tyle czasu, a ja czuje, jakby to właśnie wczoraj kobieta mego życia otruła mnie i wbiła nóż w plecy. Nigdy nie przegrałem, więc wszystko to działa na mnie podwójnie. — Wodą pod ciśnieniem ściął drzewo, lecz to nie ukoiło nerwów.
— Wybacz, jako twój sługa powinienem lepiej zadbać o naszych ludzi. Pozwoliłem, by zapomnieli o Bogu Wody. — Spuścił głowę i spoglądał na rosnącą pod nim trawę. Upłynęło zaledwie parę dni, odkąd opuścili Gaj Dasos, stracili paru ludzi na rzecz tamtejszych uciech, jednak pozostali nadal liczni.
— To nie o to chodzi — mruknął Nero. — Pomimo że ty i Lewiatan jesteście moimi zastępcami, nie możecie równać się z Heliosem, czy też pozostałą dwójką. Chciałbym was winić, byłoby to tak prostym rozwiązaniem. Niestety zawiniłem tylko ja i głupota naiwności oraz miłości. Świat się zmieniał, lecz nie ja. Trybiki historii w końcu muszą zmielić tkwiący w miejscu kamień. Rozkaż, by nasi zwinęli obóz. Za dwa dni będziemy na miejscu, całe szczęście, że przeszliśmy przez las, inaczej czekałaby nas droga na około przez niebezpieczne tereny i terytorium pomniejszych bogów.
     Hipokrates opuścił błękitnowłosego i zajął się wykonywaniem rozkazu. Nagle chłód wypełnił okolice, mrożący do szpiku kości, napawał strachem. Drzewa zaczęły tracić piękną wiosenną zieleń, a trawa pochyliła swe źdźbła, jakby ukrywała swą obecność.
— Nekrosie, co cię sprowadza w nasze skromne progi? To trochę irytujące, że nikt oprócz bogów cię nie widzi, a jednak oddziałujesz na bliskie otoczenie. I jak tu wytłumaczyć innym, takie dziwy?
Tuż za naszym bohaterem z ciemnej materii wyłoniła się dziwna postać. Głowę zasłoniętą miała kapturem, czarny płaszcz wił się aż do ziemi, a w ręku trzymała długą laskę, stworzoną z czaszek, obleczonych czarnym drewnem.
— Witaj żyjący umarły — wydyszała zjawa. — Jesteś zagadką i jednocześnie kością, stojącą mi w gardle. Powinieneś nie żyć, lecz nie mam prawa wziąć duszy. Twe imię widnieje, wyblakniętym pismem w rejestrze zmarłych, a mimo to nie ma dla ciebie miejsca ani w otchłani, ani na polach zasłużonych. — Czas wokół stanął, nie dotyczył on pana śmierci i życia. Nekros to istota bardziej tajemnicza od Pani Lasu, wie więcej, niż zechce zdradzić. Kieruje się sobie znanymi zasadami, rządząc podziemiem i jego mieszkańcami.
— Chyba nie po to, przebyłeś aż taki szmat drogi?
Przybysz wzbudzał ciarki u błękitnowłosego. Jedni mówili, że z racji głosu Neksos jest dziadkiem, drudzy mawiali o nim piękna kobieta, a jeszcze inni twierdzili, że mroczną zjawą. Faktem była jego siła, przerastająca całą naczelną trójkę i Nero razem wziętych.
— Masz rację — szepnął Bóg Podziemi. — Przybyłem, by dowiedzieć się, czy w zaświatach nie zwiększy się napływ dusz.
— Znasz odpowiedź. Wiesz, że nie zamierzam bawić się w krwawą zemsty na wszystkich wokół. Za dużo roboty z tym. — odpowiedział Nero, siadając na kamieniu.
Zabrzmiał ohydny, zachrypnięty śmiech.
— To lenistwo w dawnych czasach wielu uratowało. Zadam ci więc pytanie. — Wyciągnął rękę do przodu i wskazał sinym, pomarszczonym palcem na swego rozmówcę. — Jesteś niszczycielem tego świata, czy jego moderatorem?
— Muszę wybierać? — Nie pasowała mu rola kogoś większego, wolał w ciszy wypełniać zemstę.
— Nie musisz, jednak ten świat czeka określony los. Wszechstwórca tworząc nas, chciał uchronić ukochaną ziemię przed swym bratem, pragnącym tylko władzy i zniszczenia. Ojciec pragnął, byśmy wykonywali za niego pracę, podczas gdy on śpiąc snem wiecznym, osłabiał bestię. Jednak co uczyniliśmy? Podzieliliśmy się nieswoim tortem, rządząc jak królowie, a nie słudzy. A On w międzyczasie wyciąga swe macki i próbuje mącić. Spotka nas zasłużona kara. Dlatego pytam się jeszcze raz, jesteś niszczycielem, czy moderatorem? — Pierwszy raz w głosie Neksosa można było zauważyć jakiekolwiek emocje.
— Czy Upadły może mieć na coś wpływ? Rozejrzyj się, jestem teraz strażnikiem tej bandy tułaczy. Podczas gdy nawet najmniejsze bóstwa mają armie uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy. Co ja tam mogę? — Uważał, że te słowa powinny być skierowane nie do niego, ale do kogoś innego.
— Nie doceniasz swojej potęgi. To prawda, że wszyscy zapomnieli o tobie, a ci, którzy pamiętają, lekceważą cię, lecz tak, jak woda jest życiodajna, może być niszczycielska. To żywioł pozornie łagodny. Postąpisz według uznania, jednak zastanów się, czy istnieje tylko jedna droga. — Stuknął laską i odszedł, wstępując w mroczną materię.
     Otoczenie wróciło do normy, ludzie zaczęli pakować rzeczy do dalszej drogi. Wszechojciec, tajemnicza istota, którą pamiętał, jako oślepiające światło, krzyczące jedno zdanie:
— Zostawiam wam, moje dzieci ten świat, zaopiekujcie się nim. — I po chwili zniknął, a on stał nagi pośród innych bóstw. Przez pierwsze lata postępowali zgodnie z wolą najwyższego, czas minął, lecz zagrożenia nie było. W końcu zapomnieli o przykazie i żyli tak, jak sobie chcieli. Czy rzeczywiście doprowadzili tym do najgorszego?
– Mam to gdzieś. – Pomyślał – Niech kto inny się, tym zajmie.
Podążyli w dalszą drogę, szli, aż spomiędzy nie zaczęła błyszczeć tafla wielkiego jeziora. Było to miejsce wypoczynkowe Nero, nie chciał, by ktokolwiek zanieczyszczał je, tak jakby odbywało się to w jego stolicy. Okolica nie zmieniła się mimo upływu lat, Lewiatan spisał się.
— Kto śmie zakłócać święte miejsce? — Okolicą wstrząsnął basowy głos, a z głębi wód wyłonił się ogromny stwór. Górna cześć przypominała smoka bez skrzydeł, szeroki tors z dwoma łapami, zakończonymi szponami, długa szyja, a na niej głowa z paszczą. Błękitne ślepia wpatrywały się w intruzów. W dole widniał długi ogon, który pozwalał zwierzęciu, unosić się na powierzchni. Niestety dumna bestia nosiła ślady wielu walk, na ciele widniały paskudne blizny.
— Lewiatanie! — krzyknął Nero.
— Mistrz? — odpowiedział zdziwiony. Powoli zaczął się zmieniać i kurczyć, aż przed zebranymi stanęła piękna kobieta, której ciało, niczym płaszcz pokrywały łuski, włosy koloru morskiego opadały na ramiona. Nie zdążyła zrobić jednego kroku, gdy upadła. Błękitnowłosy zdążył ją złapać.
— Już dobrze Lewiatan. Świetnie się spisałaś, teraz możesz odpocząć. — Zaklęciem sprowadził na nią leczniczy sen. Okrył ją swoim płaszczem, a następnie delikatnie podniósł, jednym ruchem utworzył wodny most. Niektórzy zaczęli już domyślać się, kim jest ich strażnik, nie trzeba być uczonym, by to odkryć.
— Jesteśmy w domu kochani. — Z nieprzytomną kobietą na rękach, zaczął kroczyć w stronę zrujnowanego zamku, wracał na swoje miejsce.

Komentarze

  1. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, zaskoczyłeś mnie tym że Lewiatan jest kobietą, wyobrażałam sobie że to jednak mężczyzna...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpływ pewnej mangi na stworzenie tej postaci. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Mur (zakończone I)

Mur-Część III-Rozdział 3

Droga Wojownika-Rozdział 2

Mur-Część III-Rozdział 17

Małe ogłoszenie do ludzi pióra.

Mroczny Cień

Mur-Część III-Rozdział 4

Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 19

Mur-Rozdział 9